„Nie można zaspokajać żołądka kosztem oka i ucha…” – w związku z wystawą Prampoliniego

To pouczenie pochodzi z jednego z eksponatów wspaniałej wystawy Enrico Prampolini. Futuryzm, scenotechnika i teatr polskiej awangardy (Muzeum Sztuki w Łodzi, oddział ms2). Artforum poleca tę ekspozycję w rubryce must see i jest wiele powodów, by się z tą rekomendacją zgodzić:

E. P., Kostium do Tańca Futbolu

  • to pierwsza to w Polsce, a druga od 1992 roku w ogóle, wystawa poświęcona temu artyście,
  • zawiera dzieła znajdujące się głównie w kolekcjach prywatnych (nie zobaczymy ich szybko),
  • pomyślana została przez kuratora – Przemysława Strożka – bardzo starannie pod względem edukacyjno-poznawczym: informacje na osiach czasu uzmysławiają rozleglejszą niż się podręcznikowo przyjmowało chronologię futuryzmu; czytelna ekspozycja pozwala uchwycić redefinicje pojęć (muzyki, teatru, scenografii, gry aktorskiej itp.) oraz kluczowe zagadnienia futuryzmu (jak dynamizm czy symultaniczność), śledzić też możemy konteksty polskiego futuryzmu i przenicowany pobyt Marinettiego w Polsce), zobaczymy wszystkie gatunki sztuki uprawiane przez Parmpoliniego; łatwo zrozumiemy intermedialność awangardy i idee powiązania sztuki z życiem,
  • ale nie zawiodą się też Ci, którzy lubią po prostu piękne kompozycje, jest ich wiele pośród obrazów olejnych czy projektów kostiumów:

E. P., Kosmiczne macierzyństwo

E. P., Kosmiczne macierzyństwo

 

 

 

 

 

 

 

 

  • dla okcydentalisty ciekawe powinno być to, że sztuka polskiej awangardy jest dla sztuki zachodniej partnerem, nie goni jej tak, jak gospodarka i możliwości technologiczne.

Kapitalnym, dobrze zrozumiałym w Łodzi, choć oczywiście dygresyjnie przywołanym na tej wystawie hasłem, jest „mieszkanie najmniejsze”. Pojawia się ono jako element szerszego sloganu „Mieszkanie najmniejsze – Teatr największy” w związku  projektem teatru symultanicznego Andrzeja Pronaszki, Szymona Syrkusa i Zygmunta Leskiego. Próbę realizacji idei mieszkania najmniejszego znajdziemy na osiedlu TOR-u* Marysin III, w szczególności na malowniczej Kwarcowej, gdzie powierzchnia użytkowa mieszkania (usytuowanego w szeregowej zabudowie) obejmującego sień, kuchnię, pokój dzienny, antresolę, strych i piwnicę wynosi około… 40 m2. Mieszkania nie były skanalizowane, dostęp do wody dla mieszkańców był z hydrantów ulicznych, a suchy ustęp mieścił się w ogrodzie – oto bolesny kompromis między światłym i kompleksowym rozumieniem reformy budownictwa mieszkaniowego przez małżeństwo Helenę i Szymona Syrkusów a możliwościami międzywojennej polskiej gospodarki.

Helena i Szymon Syrkusowie, Kolonia mieszkalna TOR na Marysinie III, 1934-1936, ul. Kwarcowa.

* Kolonia mieszkalna TOR na Marysinie III powstała w latach 1934-1936, na ulicach: Ołowianej, Kwarcowej i Strzeleckiego. Domy na ul. Kwarcowej zaprojektowali Helena i Szymon Syrkusowie, na pozostałych Barbara i Stanisław Brukalscy.

Reklamy

Murale i wielokulturowa Łódź

Murale to nie jest typowy dla zachodniej wielkomiejskiej kultury sposób dekorowania elewacji, niektórzy nie mogą się z nią pogodzić. Co to za sztuka, która z bocznej elewacji czyni „właściwą” fasadę? Nietrudno domyślić się, że ma genezę związaną z jakąś niezgodą, protestem. Nie wszyscy o tym pamiętają, oczekując, że będzie wyłącznie ozdabiać, maskować niedostatki architektury i uprzyjemniać widok. Niestety, często murale są też arbitralną i arogancką formą autoreklamy ich twórców. Jest o czym dyskutować…

Fundacja Urban Forms jest partnerem Instytutu Filozofii. Dzięki tej współpracy studenci i doktoranci zyskali dodatkową przestrzeń praktykowania humanistyki w obszarze NGOs głównie w formie działań edukacyjnych. Obecnie wspieramy trwający właśnie projekt Off Galeria 2.0, finansowany przez MKiDN w ramach programu Kultura Dostępna, a realizowany we współpracy z Muzeum Miasta Łodzi i Stowarzyszeniem Społecznie Zaangażowani. Celem projektu jest propagowanie zarówno sztuki miejskiej, jaki i tradycyjnej, muzealnej oraz wzbudzanie zainteresowania historią najbliższego otoczenia. Na Starym Polesiu po raz drugi (pierwsza edycja odbyła się w 2015) powstają trzy murale inspirowane obrazami z kolekcji Muzeum Miasta Łodzi. Chodzi o to, by propagować miasto jako miejsce, w którym żyje się na co dzień i w którym można coś zmieniać. Jednocześnie twórcy projektu Off Galeria zwracają uwagę na bogatą tradycję Łodzi i wspaniałe zbiory, jakie znajdują się w naszych muzeach. Zależy im na tym, aby dzieła powstały we współpracy z mieszkańcami (co nie znaczy pod dyktando partykularnych gustów) i podkreślały wielokulturowe dziedzictwo miasta. Czy można połączyć funkcję dekoracyjną murali z twórczym myśleniem o przestrzeni miasta i jego historii? Może warto podejrzeć też, co FUF robi w ramach festiwalu Łódź Czterech Kultur.

Integralnym elementem powstawania Off Galerii są działania edukacyjne, w tym lekcje muzealne, warsztaty na podwórkach, miniwykłady i dyskusje na spotkaniach z mieszkańcami. W najbliższą niedzielę odbędzie się wycieczka autobusowa szlakiem murali, a związana z tym projektem. Udział jest bezpłatny. Może znajdą się jeszcze jutro jakieś wolne miejsca… Warto poznać FUF po efektach jej pracy, a wycieczka to okazja, by zobaczyć ich wiele na żywo. Start o 10.00, ul. Traugutta 25.

 

Widzialne i niewidzialne

O tym, co znaczą visual culture studies, visual studies dla „zachodoznawstwa” opowiada dr Agnieszka Rejniak-Majewska (prowadząca na okcydentalistyce wiele autorskich zajęć):

Widzialne i niewidzialne

It’s not about how you look, it’s about how you see – „Nieważne jak wyglądasz, ważne jak widzisz”. Hasło to trafiło do popularnego obiegu, pojawiając się na ulicznych graffiti i koszulkach z motywem sowy – tradycyjnego emblematu mądrości – spoglądającej na nas zza wielkich okularów dziecięcymi, bezbronnymi oczami.

Choć ów motyw jest bardzo cute, całość zaś łatwo wyjaśnić feministycznym kontekstem, w przytoczonym haśle kryje się i ogólniejsze przesłanie. Kluczowe jest bowiem użyte w nim słowo „jak”, które zamiast pytać o przedmiot widzenia kieruje uwagę na to w jaki sposób, z jakim nastawieniem i za pośrednictwem jakich środków postrzegamy otaczający nas świat. Widzenie okazuje się w takim ujęciu aktem, działaniem określającym ludzkie relacje, a nie jedynie prostym przyswajaniem zewnętrznej rzeczywistości.

Badania kultury wizualnej (visual culture studies, visual studies) od momentu gdy zaczęły się kształtować w latach 70. XX wieku akcentowały ów sprawczy, performatywny wymiar widzenia. Przedmiotem ich analiz są bowiem, jak podkreśla większość autorów, nie tylko kulturowe wzorce przedstawiania, ale również to jak sposoby obrazowania i cyrkulacja obrazów uczestniczą w porządkowaniu społecznej realności i nadawaniu jej ram. Badania te, wychodząc poza tradycyjny obszar historii sztuki, zwracały się w stronę szerzej pojętej ikonosfery i współczesnej kultury medialnej, szukając krytycznych narzędzi ich rozumienia. Choć dziś mają one w pełni akademicki status, wciąż pozostają w gruncie rzeczy obszarem interdycyplinarnym, sytuującym na pograniczu nauk społecznych, antropologii, historii sztuki i medioznawstwa. Autorzy określający się jako badacze kultury wizualnej podkreślają przy tym często zaangażowany charakter własnej praktyki – to że nie jest ona jedynie nowym obszarem wiedzy naukowej, ale próbą krytycznego rozpoznania otaczającej rzeczywistości i próbą jej aktywnego zmieniania od środka. Chodzi tu między innymi o   pogłębianie tego co określa się jako visual literacy – co na polski tłumaczy się jako „wizualny alfabetyzm” lub „wizualne kompetencje”, a co oznacza nie tylko sprawność odczytywania wizualnych przekazów, ale świadomość tego jak różne obrazy zależnie od formy, kontekstu i medium generują i przenoszą znaczenia. Jeśli kultura Zachodu słusznie określana jest jako wybitnie wzrokocentryczna – związana z wizualnym podporządkowywaniem coraz to nowych obszarów rzeczywistości, to badania kultury wizualnej stanowią w ramach tej tradycji ważną refleksyjną korektę, przypominając o starej prawdzie, że za każdym obszarem widzialności ukrywają się mechanizmy i zjawiska wykluczone z widzenia, pominięte i nieuświadomione.

Wydana niedawno książka jednego z najznamienitszych współczesnych badaczy kultury wizualnej, Nicholasa Mirzoeffa „Jak zobaczyć świat” to dobre, przystępne wprowadzenie do tych zagadnień. Typowo zachodnią i nowoczesną chęć zobaczenia „świata w jego całości” Mirzoeff przekłada tutaj na myślenie kierowane troską o świat jako wspólny dom w czasach ekologicznych zagrożeń i globalnego obiegu informacji. W krótkich case studies – obejmujących różne zagadnienia od tradycyjnego portretu po współczesne selfie, od narodzin fotografii po media społecznościowe – pokazuje on jak nasze widzenie i rozumienie rzeczywistości warunkowane jest przez technologie medialne i przez istniejące społeczno-polityczne podziały. Wydobywa to co nieprzedstawione, skryte za oswojonymi typami obrazów, a także to w pojedynczych obrazach czyni je gestem przekroczenia, przełamania panujących konwencji. Mirzoeff nie potępia ani naszego obsesyjnego głodu obrazów, ani związanej z nim estetyzacji i możliwości manipulacji, daleki jest od moralistycznej niechęci wobec obrazowych zapośredniczeń. Zwraca natomiast uwagę, że to w jaki sposób obrazy przyswajamy, jakie obrazy tworzymy i udostępniamy ma niebagatelny wpływ na nasz świat i na nas samych.

 

Nicholas Mirzoeff, Jak zobaczyć świat, przeł. Ł. Zaremba, Warszawa – Kraków 2016.

W.J.T. Mitchell, Czego chcą obrazy?, przeł. Ł. Zaremba, Warszawa 2013.

Mieke Bal, Wizualny esencjalizm i przedmiot kultury wizualnej, przeł. M. Bryl, „Artium Quaestiones” 2006, vol. XVII.

John Berger, Sposoby widzenia, przeł. M. Bryl, Poznań 1997.

Może zacząć od szczegółu

Poznawanie cywilizacji zachodniej można zacząć od wielkich narracji. Jedna z nich – jak się zdaje – legła właśnie u podstaw ukucia pojęcia Zachodu, z którym zmagamy się na okcydentalistyce. Czym w ogóle jest ów Zachód? Czy da się go w sposób ogólny opisać? Warto może spojrzeć na ten historyczno-polityczno-gospodarczo-kulturowy moloch od strony szczegółów, na przykład poprzez detal architektoniczny w naszym mieście. W autorską, oddolną inicjatywę pani Marii Nowakowskiej Łódzki detal zaangażowali się ostatnio współpracujący z nami pracownicy Katedry Historii Sztuki UŁ, wspierając część projektu związanego z letnim obozem inwentaryzacyjnym. Autorka całego przedsięwzięcia, które może pochwalić się także książkowym wydaniem przewodnika, wzmiankuje o tym, że łódzki detal to „okazja do odbezpieczenia patriotyzmu lokalnego”. To bardzo ciekawa uwaga, która zaprowadzi entuzjastów tego pomysłu wprost do jednego z ważniejszych osiągnięć kultury zachodniej – PLURALIZMU.

Nie-pokój

Dziś wracamy do tematów i lektur okcydentalisty. Temat proponuje i lekturę poleca dr Agnieszka Gralińska-Toborek, absolwentka historii, historii sztuki, estetyczka w Instytucie Filozofii, ostatnio zajmująca się street artem (na okcydentalistyce prowadzi szereg przedmiotów począwszy od pierwszego semestru – Antyk – dzieje wpływów w sztuce i estetyce):

Nie-pokój

Program studiów okcydentalistyki pozwala na analizowanie problematyki, która nas szczególnie interesuje, zmusza do refleksji. To, co ostatnio nas dotyka szczególnie, to nieprzewidywalność, niepewność i niestabilność życia. Poczucie takie wynika zapewne z atmosfery niepokoju w Europie, a także w Polsce. Doświadczamy go na poziomie politycznym, społecznym i kulturowym. Czy tylko wojna jest sposobem na rozwiązywanie rosnących konfliktów? Czy równolegle z historią wojny można pisać historię pokoju? Czy pokojowe rozwiązania są także europejską tradycją? Wśród laureatów Pokojowej Nagrody Nobla było aż siedemdziesięciu sześciu Europejczyków (na stu trzydziestu jeden nagrodzonych). Oczywiście pojawia się zaraz myśl „pokój – ale nie za wszelką cenę”, wszak pamiętać musimy porażkę polityki appeasementu, jaką prowadził Neville Chamberlain, gdy  „uratował  pokój” zaledwie na rok za cenę rozbioru Czechosłowacji w 1938 roku. Jednak gdy słyszę relację z polskiego sejmu, myślę o innym pokoju – o sposobie rozwiązywania konfliktów bez wygranych i przegranych, bez poczucia krzywdy z jednej strony i „należało mu się” z drugiej. Jest trzecia droga?

Amerykański psycholog Marshall B. Rosenberg opracował metodę „Porozumienie bez Przemocy”, może dlatego, że jako młody człowiek o żydowskim nazwisku już w szkole podstawowej w 1943 roku zrozumiał, że „imię może być równie niebezpieczne jak kolor skóry”[1]. Był on mediatorem na terenach objętych zbrojnymi konfliktami, szkolił  trenerów, uczył młodzież i dorosłych, jak porozumiewać się z każdym człowiekiem językiem współczucia, by wzbogacać życie innych i swoje.

Redaktorzy monografii o laureatach Pokojowej Nagrody Nobla piszą, że oprócz polityków, są wśród nich „osoby mające wpływ na zaspokojenie najprostszych potrzeb ludzkich – twórcy nowych gatunków zbóż czy twórcy banku dla biednych. Pokój stał się więc równie ważny w wymiarze braku konfliktów wewnętrznych, ponieważ w rezultacie wpływa na stabilizację życia społeczeństwa”[2]. Jeśli poznajemy historię wojen i następujących po nich traktatów pokojowych, to może warto też przyjrzeć się takim ludziom i tym sposobom, dzięki którym wojny uniknięto, konflikt zażegnano?

Wydaje mi się konieczne, abyśmy zaczęli  praktykować tę wiedzę, próbowali porozumiewać się bez przemocy w codziennych rozmowach, relacjach koleżeńskich czy pracowniczych, jak i w debatach publicznych, sporach intelektualnych. Warto wzbogacać życie, nie tyle stawiając żądania lub opór, ale wprowadzając pokój. Studiowanie na okcydentalistyce pozwala nie tylko wiedzieć, ale i działać!

A.G.-T.

[1] M. B. Rozenberg, W świecie porozumienia bez przemocy, wyd. MiND, Warszawa 2016.

[2] Laureaci Pokojowej Nagrody Nobla, red. W. Michowicz, R. Łoś, PWN, Łódź 2008.

REKRUTACJA 2017/18

DZIŚ upływa termin pierwszej rekrutacji. Serwis rekrutacyjny jest tutaj: https://rekrutacja.uni.lodz.pl/index.php. W sprawie dalszych terminów zob. terminarz_17_18

ZAPRASZAMY!

JESTEŚMY W NOWEJ SIEDZIBIE – ul. Lindley’a 3/5. Buduje się dla nas nowy gmach BIBLIOTEKI HUMANISTYCZNEJ, w którym biblioteka będzie działać już od września:

Nowy budynek dla humanistów UŁ

Zob.:  https://www.uni.lodz.pl/aktualnosc/szczegoly/nowy-budynek-dla-humanistow-ul

DLACZEGO ZACHÓD WYPRZEDZIŁ ISLAM?

Prof. UŁ dr hab. Marek Gensler na okcydentalistyce prowadzi(ł) przedmioty:

Warsztaty z języka angielskiego 0200-6I002O

W „Ale historia” z dn. 21.03.16 opowiada o tym, dlaczego Zachód wyprzedził islam:

Zrzut ekranu 2016-03-21 22.14.22

Rozmawiamy o „Najweselszym baraku w obozie”

Serdecznie zapraszamy na spotkanie, będące zarazem realizacją przedmiotu projektowego na III. r. okcydentalistyki, poświęcone książce Jarosława Jakimczyka Najweselszy barak w obozie – tajna policja komunistyczna jako krytyk artystyczny i kurator sztuki w PRL.Jakimczyk_Plakat

Odbędzie się ono w ramach przedmiotu Artyści wobec władzy w PRL [0200-5R006O] prowadzonego przez dr Agnieszkę Gralińską-Toborek. Pracami organizacyjnymi koordynuje studentka okcydentalistyki p. Aleksandra Tychmanowicz.

Posłuchaj rozmów z autorem:

Kto inwigilował artystów w PRL?

[relacje] Jarosław Jakimczyk „Najweselszy barak w obozie” w Tajnych Kompletach

Koniec snu? (lektury okcydentalisty)

Tutaj możecie Państwo przeczytać (i warto od razu przejść do źródła) dość reprezentatywny fragment książki Jonathana Crary’ego 24/7: Late Capitalism and the Ends of Sleep (Verso, London and New York 2013)/ 24/7: Późny kapitalizm i koniec snu, tłum. Dariusz Żukowski, Karakter, Kraków 2015. Pozycja ta jest obecnie szeroko komentowana, ale gdyby miała umknąć uwadze jakiegoś okcydentalisty, byłaby to wielka szkoda. Dlatego też przyłączam się do jej propagatorów. Tytułowe 24/7 to dwadzieścia cztery godziny na dobę i siedem dni w tygodniu non-stop działającego rynku pracy, konsumpcji i mechanizmu wciągającego nasze kompetencje, emocje, czas, pieniądze etc. oraz przywiązującego nas coraz skuteczniej i zmuszającego do intensywniejszego i permanentnego zaangażowania. Ten pośpiech i intensywność to nie cechy naszego stylu życia, ale konieczność (s.13). Niestety, trudno polemizować z krytyczną analizą naszej cywilizacji. To nie jest optymistyczna lektura, stawiamy ją więc na półce „krytyka Zachodu” i próbujemy myśleć, jak się zmierzyć z podjętymi w niej problemami.

Nie pochłonąłby mnie sam ten temat, gdyby nie autor i jego dwie wcześniejsze książki, z których jedną cieszymy się także w przekładzie polskim (jak niżej). craryNiezmiennie zachwyca mnie sposób, w jaki Crary wykorzystuje dzieła do ilustrowania swoich poglądów czy obserwacji, jak opisuje obrazy, jak każe na nie patrzeć. Każdego, kto po katastroficznej wizji Zachodu, jaka wyłania się z książki 24/7: Późny kapitalizm i koniec snu, będzie oglądał jako główną ilustrację tejże katastrofy smętny i najzupełniej nieindustrialny obraz Josepha Wrighta  Arkwright’s Cotton Mills by Night (ok. 1782), musi zafrapować ten przykład. Nie przedstawia on kapitalistycznego wyzysku siły roboczej. Nie przestawia go wprost. Widzimy bowiem ponury, statyczny nokturn, na pozór nic szczególnego. Aż dziw bierze, że można taki temat wybrać sobie do namalowania obrazu. Przyglądając się nieco uważniej, dostrzegamy zapalone światła w fabryce. Praca wre w nocy. To nie maszyny są główną nowością w rewolucji przemysłowej, pisze Crary, a „radykalna rekonceptualizacja związku między pracą a czasem – idea, że działalność produkcyjna może się nie kończyć” (s.103). W jaki sposób ilustruje to Wright of Derby? Jakich używa środków? Kto potrafi sam zauważyć, na czym polega historyczny charakter tej kompozycji? Czy bez sugestii Crary’ego gotowi bylibyśmy uznać ten obraz za ciekawy, symptomatyczny dla cywilizacji zachodniej?

Joseph Wright, Arkwright's Cotton Mills by Night (ok. 1782). Fot. Galeria Derby Museum and Art Gallery, Wielka Brytania.

Joseph Wright (zw. Dwight of Derby), Przędzalnie Arkwrighta nocą, ok. 1782, Derby Museum and Art Gallery

Zapraszam do lektury. Kto lubi na nowo czytać obrazy i ma czas, by poświęcić im więcej uwagi, od razu niech sięga po Jonathana Crary’ego Zawieszenia percepcji. Uwaga, spektakl i kultura nowoczesna, tłum. Łukasz Zaremba, Iwona Kurz, Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2011.

 

Dlaczego w Łodzi?

Mamy syndrom ośrodka naukowego słabszej kategorii. Wskazuje na to Ranking Uczelni Akademickich, plasując nas na 16 miejscu (na 87 placówek). Ze wszystkich wskaźników nasz uniwersytet ma najwyższy ten, który dotyczy potencjału naukowego – na poziomie 80,29% w stosunku najlepszej uczelni w kraju (biorąc pod uwagę ten akurat wskaźnik, jest to UW). Najsłabiej wypadamy po względem innowacyjności. Na temat metodologii badań przyjętej w opracowaniu tego rankingu można przeczytać tutaj. Można z owym rankingiem dyskutować, a można także – decydując się na daną uczelnię – oceniać poszczególne jednostki, mniejsze i większe, wydziały, instytuty, katedry, zakłady, pracownie. Można w wyborze studiów brać pod uwagę samą kadrę, autorytety naukowe, publikacje, sylwetki wybitnych dydaktyków, najlepszych tłumaczy, medialnie aktywnych naukowców, albo sławnych absolwentów. Instytut Filozofii ma niezłą rekrutację w tym roku…  Ma też ciekawą kadrę. Wynika to tyleż z polityki osobowej, co dość prozaicznego powodu. Początkowo studia filozoficzne funkcjonowały jako kierunek dla absolwentów innych studiów magisterskich, dopiero od 1990 mogły być  podejmowane jako pierwszy kierunek. Mamy więc pośród naszych pracowników: biolożkę, absolwenta farmacji, ekonomistę, filologów (anglistyka, filologia klasyczna, filologia polska, filologia romańska), fizyczkę, historyczki sztuki, historyków, kulturoznawcę, matematyków, prawnika, socjolożkę… To dzięki temu – między innymi – możemy prowadzić studia interdyscyplinarne, takie jak okcydentalistyka.

Ale – biorąc pod uwagę wszelkie ryzyko powyższych kryteriów wyboru – polecałabym Łódź, przede wszystkim jako miasto. I nie dlatego tylko, że jest u nas taniej. Mam podejrzenia, że przyszłość – jeśli chodzi o kulturę – należy do Łodzi. Odwiedziłam EC1, czyli Nowe Centrum Łodzi, dzięki któremu (czy poprzez które) Łódź promowana jest jako Miasto Kultury. Jeszcze nie ma zielonych ogrodów na dachach i nie są czynne fontanny. Ale troska, z jaką odnowiono kompleks powstałej w 1907 roku elektrowni, zniewala zapowiadającą się funkcjonalnością, koncepcją wykorzystania poszczególnych miejsc, pięknem konstrukcji, detali, kolorów (które są zastrzeżone!).

EC1. fot. W.K.-J.

EC1. fot. W.K.-J.

Ruszyło już Planetarium, wkrótce kolejne pokazy. V Kongres Urbanistyki Polskiej (9-11 września) to też dobra okazja, by zobaczyć EC1 i wysłuchać ciekawych, ważnych dla Łodzi (jak sądzę) dyskusji panelowych. Zapowiadają się interesujące instytucje, projektowane z myślą o lokalnym potencjale miasta i tego miejsca, jakim jest właśnie EC1. Przede wszystkim Centrum Nauki i Techniki, które „będzie obiektem poświęconym udokumentowaniu i upamiętnieniu myśli technicznej zarówno architektonicznej, jak i energetycznej w powiązaniu z estetyką czasu i miejsca oraz funkcjonalnością typową dla elektrowni”. No i – UWAGA – będzie ścieżka humanistyczna,  UŁ jest patronem naukowym, mamy szanse na poligon dla studenckich praktyk.

Odwiedzając EC1, cały czas przypominała mi się wizyta w 2002 roku w powstającej małymi kroczkami Manufakturze. Uwierzyłam (i należałam w swoim gronie do odosobnionych entuzjastek) przedstawicielom firmy Apsys, że ta rewitalizacja się uda (mam pamiątki z tych „drzwi otwartych” w postaci miarek budowlanych, które dziś budzą zazdrość :-).  Martwiłam się wprawdzie, że tzw. tkalnia wysoka przeznaczona na muzeum jest taka mała. Ale ms2 ma się świetnie (co nie znaczy, że nie ma ciasno)! W akcji „Kwadrans dla miasta Łodzi” Robert Rumas uruchomił wtedy nieczynny zegar na bramie Fabryki Izraela Poznańskiego (przy wielkiej przędzalni). Spieszył się o 15 minut. Nadając tempo miastu, ludziom? Definiując inną (lepszą) czasoprzestrzeń? „Skok wiary?” To było wzruszające, ale i ryzykowne. Oczywiście profetyczne! Na pewno w dobrym sensie tego słowa dla dawnego kompleksu fabrycznego Poznańskiego. Mam w związku z tym prośbę:

Czy Robert Rumas nie mógłby ponownie przygotować jakiejś akcji/instalacji/dzieła dla Łodzi?

A jeszcze! Jeśli firma Deloitte skutecznie przygotuje aplikację Polski i Łodzi do organizacji International EXPO 2022, będziemy mieli tym bardziej, co robić. Zapraszam do Łodzi!