Koniec snu? (lektury okcydentalisty)

Tutaj możecie Państwo przeczytać (i warto od razu przejść do źródła) dość reprezentatywny fragment książki Jonathana Crary’ego 24/7: Late Capitalism and the Ends of Sleep (Verso, London and New York 2013)/ 24/7: Późny kapitalizm i koniec snu, tłum. Dariusz Żukowski, Karakter, Kraków 2015. Pozycja ta jest obecnie szeroko komentowana, ale gdyby miała umknąć uwadze jakiegoś okcydentalisty, byłaby to wielka szkoda. Dlatego też przyłączam się do jej propagatorów. Tytułowe 24/7 to dwadzieścia cztery godziny na dobę i siedem dni w tygodniu non-stop działającego rynku pracy, konsumpcji i mechanizmu wciągającego nasze kompetencje, emocje, czas, pieniądze etc. oraz przywiązującego nas coraz skuteczniej i zmuszającego do intensywniejszego i permanentnego zaangażowania. Ten pośpiech i intensywność to nie cechy naszego stylu życia, ale konieczność (s.13). Niestety, trudno polemizować z krytyczną analizą naszej cywilizacji. To nie jest optymistyczna lektura, stawiamy ją więc na półce „krytyka Zachodu” i próbujemy myśleć, jak się zmierzyć z podjętymi w niej problemami.

Nie pochłonąłby mnie sam ten temat, gdyby nie autor i jego dwie wcześniejsze książki, z których jedną cieszymy się także w przekładzie polskim (jak niżej). craryNiezmiennie zachwyca mnie sposób, w jaki Crary wykorzystuje dzieła do ilustrowania swoich poglądów czy obserwacji, jak opisuje obrazy, jak każe na nie patrzeć. Każdego, kto po katastroficznej wizji Zachodu, jaka wyłania się z książki 24/7: Późny kapitalizm i koniec snu, będzie oglądał jako główną ilustrację tejże katastrofy smętny i najzupełniej nieindustrialny obraz Josepha Wrighta  Arkwright’s Cotton Mills by Night (ok. 1782), musi zafrapować ten przykład. Nie przedstawia on kapitalistycznego wyzysku siły roboczej. Nie przestawia go wprost. Widzimy bowiem ponury, statyczny nokturn, na pozór nic szczególnego. Aż dziw bierze, że można taki temat wybrać sobie do namalowania obrazu. Przyglądając się nieco uważniej, dostrzegamy zapalone światła w fabryce. Praca wre w nocy. To nie maszyny są główną nowością w rewolucji przemysłowej, pisze Crary, a „radykalna rekonceptualizacja związku między pracą a czasem – idea, że działalność produkcyjna może się nie kończyć” (s.103). W jaki sposób ilustruje to Wright of Derby? Jakich używa środków? Kto potrafi sam zauważyć, na czym polega historyczny charakter tej kompozycji? Czy bez sugestii Crary’ego gotowi bylibyśmy uznać ten obraz za ciekawy, symptomatyczny dla cywilizacji zachodniej?

Joseph Wright, Arkwright's Cotton Mills by Night (ok. 1782). Fot. Galeria Derby Museum and Art Gallery, Wielka Brytania.

Joseph Wright (zw. Dwight of Derby), Przędzalnie Arkwrighta nocą, ok. 1782, Derby Museum and Art Gallery

Zapraszam do lektury. Kto lubi na nowo czytać obrazy i ma czas, by poświęcić im więcej uwagi, od razu niech sięga po Jonathana Crary’ego Zawieszenia percepcji. Uwaga, spektakl i kultura nowoczesna, tłum. Łukasz Zaremba, Iwona Kurz, Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2011.

 

Reklamy

Dlaczego w Łodzi?

Mamy syndrom ośrodka naukowego słabszej kategorii. Wskazuje na to Ranking Uczelni Akademickich, plasując nas na 16 miejscu (na 87 placówek). Ze wszystkich wskaźników nasz uniwersytet ma najwyższy ten, który dotyczy potencjału naukowego – na poziomie 80,29% w stosunku najlepszej uczelni w kraju (biorąc pod uwagę ten akurat wskaźnik, jest to UW). Najsłabiej wypadamy po względem innowacyjności. Na temat metodologii badań przyjętej w opracowaniu tego rankingu można przeczytać tutaj. Można z owym rankingiem dyskutować, a można także – decydując się na daną uczelnię – oceniać poszczególne jednostki, mniejsze i większe, wydziały, instytuty, katedry, zakłady, pracownie. Można w wyborze studiów brać pod uwagę samą kadrę, autorytety naukowe, publikacje, sylwetki wybitnych dydaktyków, najlepszych tłumaczy, medialnie aktywnych naukowców, albo sławnych absolwentów. Instytut Filozofii ma niezłą rekrutację w tym roku…  Ma też ciekawą kadrę. Wynika to tyleż z polityki osobowej, co dość prozaicznego powodu. Początkowo studia filozoficzne funkcjonowały jako kierunek dla absolwentów innych studiów magisterskich, dopiero od 1990 mogły być  podejmowane jako pierwszy kierunek. Mamy więc pośród naszych pracowników: biolożkę, absolwenta farmacji, ekonomistę, filologów (anglistyka, filologia klasyczna, filologia polska, filologia romańska), fizyczkę, historyczki sztuki, historyków, kulturoznawcę, matematyków, prawnika, socjolożkę… To dzięki temu – między innymi – możemy prowadzić studia interdyscyplinarne, takie jak okcydentalistyka.

Ale – biorąc pod uwagę wszelkie ryzyko powyższych kryteriów wyboru – polecałabym Łódź, przede wszystkim jako miasto. I nie dlatego tylko, że jest u nas taniej. Mam podejrzenia, że przyszłość – jeśli chodzi o kulturę – należy do Łodzi. Odwiedziłam EC1, czyli Nowe Centrum Łodzi, dzięki któremu (czy poprzez które) Łódź promowana jest jako Miasto Kultury. Jeszcze nie ma zielonych ogrodów na dachach i nie są czynne fontanny. Ale troska, z jaką odnowiono kompleks powstałej w 1907 roku elektrowni, zniewala zapowiadającą się funkcjonalnością, koncepcją wykorzystania poszczególnych miejsc, pięknem konstrukcji, detali, kolorów (które są zastrzeżone!).

EC1. fot. W.K.-J.

EC1. fot. W.K.-J.

Ruszyło już Planetarium, wkrótce kolejne pokazy. V Kongres Urbanistyki Polskiej (9-11 września) to też dobra okazja, by zobaczyć EC1 i wysłuchać ciekawych, ważnych dla Łodzi (jak sądzę) dyskusji panelowych. Zapowiadają się interesujące instytucje, projektowane z myślą o lokalnym potencjale miasta i tego miejsca, jakim jest właśnie EC1. Przede wszystkim Centrum Nauki i Techniki, które „będzie obiektem poświęconym udokumentowaniu i upamiętnieniu myśli technicznej zarówno architektonicznej, jak i energetycznej w powiązaniu z estetyką czasu i miejsca oraz funkcjonalnością typową dla elektrowni”. No i – UWAGA – będzie ścieżka humanistyczna,  UŁ jest patronem naukowym, mamy szanse na poligon dla studenckich praktyk.

Odwiedzając EC1, cały czas przypominała mi się wizyta w 2002 roku w powstającej małymi kroczkami Manufakturze. Uwierzyłam (i należałam w swoim gronie do odosobnionych entuzjastek) przedstawicielom firmy Apsys, że ta rewitalizacja się uda (mam pamiątki z tych „drzwi otwartych” w postaci miarek budowlanych, które dziś budzą zazdrość :-).  Martwiłam się wprawdzie, że tzw. tkalnia wysoka przeznaczona na muzeum jest taka mała. Ale ms2 ma się świetnie (co nie znaczy, że nie ma ciasno)! W akcji „Kwadrans dla miasta Łodzi” Robert Rumas uruchomił wtedy nieczynny zegar na bramie Fabryki Izraela Poznańskiego (przy wielkiej przędzalni). Spieszył się o 15 minut. Nadając tempo miastu, ludziom? Definiując inną (lepszą) czasoprzestrzeń? „Skok wiary?” To było wzruszające, ale i ryzykowne. Oczywiście profetyczne! Na pewno w dobrym sensie tego słowa dla dawnego kompleksu fabrycznego Poznańskiego. Mam w związku z tym prośbę:

Czy Robert Rumas nie mógłby ponownie przygotować jakiejś akcji/instalacji/dzieła dla Łodzi?

A jeszcze! Jeśli firma Deloitte skutecznie przygotuje aplikację Polski i Łodzi do organizacji International EXPO 2022, będziemy mieli tym bardziej, co robić. Zapraszam do Łodzi!