Dziwactwa czy osobliwości? Obsesje czy pasje? Świat widziany w kolekcji

O zajęciach Szaleństwo kolekcjonowania. Od gabinetów osobliwości do wirtualnego muzeum (moduł „Kultura materialna i gospodarcza Europy”) opowiada dr Agnieszka Rejniak-Majewska.

Słysząc słowo „muzeum” wyobrażamy sobie zazwyczaj przestrzeń wyłączoną z życia, gdzie od eksponatów dzielą nas na bezpieczną odległość barierki i szklane gabloty, a nasze kroki śledzą czujni strażnicy/strażniczki. Muzeum – cmentarzysko, muzeum/mauzoleum (Theodor Adorno), muzeum jako „przestrzeń dyscyplinarna” narzucająca eksponatom i ciałom zwiedzających określony porządek – lista niekorzystnych opisów jest długa, a jej początki równie stare jak wielkie XVIII i XIX-wieczne europejskie muzea. Proponując okcydentalistom zajęcia na temat muzeum („Szaleństwo kolekcjonowania. Od gabinetów osobliwości do wirtualnego muzeum”), nie tylko chciałam przezwyciężyć moc tych ponurych skojarzeń, ale przyjęłam, że w dziejach muzeów i kolekcji – jak w zwierciadle – odbija się historia kultury Zachodu i ważne redefinicje jej pojęć. Począwszy od XVI-wiecznej kultury ciekawości, narodzin nowożytnej nauki, przez oświeceniową wizję instytucji publicznej, romantyczny i nowoczesny historyzm, po współczesny boom muzealny biegnie długa, splątana nić, łącząca różne (i często wciąż aktualne) typy kolekcji i ekspozycji. Dziś muzeum nie koniecznie musi posiadać kolekcję, muzealizacji podlegać może wszystko – począwszy od starych zabawek i ubrań, po krajobraz i miejskie przestrzenie, ale dawne idee kolekcjonerskie i niestandardowe formy ekspozycji związane z dawną „kulturą ciekawości” tym bardziej zyskują znów na znaczeniu.

Tzw. kolekcje osobliwości.

Tzw. kolekcje osobliwości.

Tzw. kolekcje osobliwości.

Tzw. kolekcje osobliwości.

Chcąc wyjaśnić przyczyny tworzenia muzeów i kolekcji można powiedzieć, że w popędzie kolekcjonerskim dochodzi do głosu pewien pierwotny instynkt, który – jak przekonuje Manfred Sommer w książce „Zbieranie. Próba filozoficznego ujęcia” – jest czymś antropologicznie stałym i kluczowym w procesie naszego uczłowieczania. Są jednak różni zbieracze i różne formy porządkowania. Kolekcja to forma zastępczego posiadania rzeczywistości i symbolicznego jej definiowania. To też jest swoista mnemotechnika i sposób zamieszkiwania (nieraz w dosłownym sensie). Obiekty kolekcji stają się – jak pisze Krzysztof Pomian – semioforami, nabierają wartości jako oznaki bardziej ogólnych, istotnych dla nas wartości i znaczeń. Dobór i układ obiektów mówi więc wiele postawach światopoglądowych, wzorcach kulturowych, aspiracjach i prywatnych upodobaniach kolekcjonerów. Wielokrotnie mówi on też o szczególnych dla Zachodu stosunku do przeszłości i innych kultur, przemieniającym je w rodzaj podręcznego zasobu. W trakcie zajęć badaliśmy wyobrażeniowe podstawy i założenia muzealnych kolekcji – tych liczących się w historii zachodniej kultury i tych nam bliższych, które poznać mogliśmy z autopsji. Historia muzeów dostarczyła przy tym studentom wielu sytuacji zaskakujących. Gabinety osobliwości, skupiające obok siebie obiekty natury i sztuki (naturalia i artificialia), czy też na poły baśniowe i fantastyczne scenariusze paryskiego Musée des Monuments Franςais (chroniącego relikty średniowiecza przed wandalizmem Rewolucji) i rodzimego muzeum Izabeli Czartoryskiej w Puławach, ukazują inne oblicze muzealnych ekspozycji niż to kojarzone z naukową systematyką. Emocjonalny stosunek do obiektu, akcentowanie aury zagadkowości i opowieści, jaka się za nim kryje – wszystko to czyni je bliższe współczesnym ekspozycjom, w których liczy się angażowanie różnych zmysłów i wyobraźni odbiorcy.

Odwołując się do własnych doświadczeń analizowaliśmy, jak przekształcały się współcześnie sposoby ekspozycji, jak zmienia się sposób podejścia do przedmiotu i do muzealnych przestrzeni. Dzięki zajęciom w Muzeum Sztuki studenci mogli dowiedzieć się o tym jak „od kuchni” wygląda proces przygotowywania ekspozycji czasowych, począwszy od zarysowania koncepcji, przez współpracę z instytucjami i prywatnymi kolekcjonerami, po aranżację wystawy. Mieliśmy też okazję poznać zbiory Muzeum Książki Artystycznej i zapoznać się ze szczególnym typem półprywatnej instytucji, powstałej z osobistych pasji i zamiłowań, będącej zaprzeczeniem muzeum jako nastawionej na turystów instytucjonalnej machiny.

ska2

Muzeum Książki Artystycznej w Łodzi.

Analizowaliśmy, jak kulturalne aspiracje i potrzeby reprezentacji wyrażały się w przestrzeni rezydencjonalnej pałacu Edwarda i Matyldy Herbstów, jak określały one przestrzeń życia prywatnego, zarazem wpisując w trendy kolekcjonerskie ich czasów. W trakcie tych wspólnych i indywidualnych wizyt interesowały nas zarówno historie powstania kolekcji, krzyżowanie się w nich tego co prywatne z tym co publiczne i oficjalne, jak również ukształtowanie obecnych form ekspozycji – pochodzenie obiektów, ich własne historie, i narracje który przy ich użyciu są budowane.

codz1

codz3

Muzeum Pałac Herbsta w Łodzi.

Ca’ Bernardo w Wenecji, wystawa „The Revenge of the Commonplace” zrealizowana w ramach 56 Biennale w Wenecji (także powyżej i po prawej).

Zadaniem studentów było ćwiczenie z fenomenologicznego opisu muzealnej przestrzeni, jak i szukanie informacji o losach i genealogiach wybranych eksponatów. Pisząc o doświadczeniu muzealnej przestrzeni szczególny przypadek sytuacji odbiorczej opisał Kamil Bereda (patrz niżej). Rafał T. Wroński z detektywistyczną precyzją prześledził na zajęciach proces muzealnej transplantacji i przemiany obiektu pochodzącego z naszego rodzimego, łódzkiego podwórka (wkrótce w osobnym artykule).
Rozwijająca się od lat 80. XX w. „nowa muzeologia” uczyniła muzea instytucjami bardziej otwartymi na widzów i egalitarnymi, a zarazem bardziej świadomymi ideologicznej konstrukcji kierowanego do widzów przekazu. Muzeum, kolekcja, to zawsze zmienna całość, w której obiekty nabierają znaczenia zależnie od kontekstu w jakim są wystawione, jak i od wyobraźni i świadomości odbiorcy, gotowego je w swym doświadczeniu ożywić. Artystyczne eksperymenty i awangardowa krytyka instytucji sprawiła, że muzea same często krytycznie podchodzą dziś do własnych historii i form ekspozycji. To czy staną się prawdziwymi miejscami tworzenia wiedzy zależy jednak przede wszystkim od uważnego i krytycznego podejścia widza. Być może po tych zajęciach niektórzy uczestnicy nadal stwierdzą (jak to niegdyś bezceremonialnie uczynił Paul Valéry): „Niezbyt lubię muzea”. Będą jednak w stanie analitycznie wyjaśnić dlaczego i co im mają do zarzucenia.

***

Kamil Bereda, Niewidzialna wystawa

Już z lekcji wiedzy o kulturze wiemy, że muzea mają różne funkcje. Służą ochronie zabytków (w każdej tego typu instytucji znajdują się wykwalifikowani pracownicy zajmujący się ich konserwacją), spełniają rolę edukacyjną (będąc miejscem obcowania ze sztuką, historią czy kulturą), kształtują w nas również wrażliwość na piękno oraz uczą krytycznego stosunku wobec historii. Idąc za starą Encyklopedią Gutenberga wydaną w 1992 r., Muzeum to miejsce poświęcone muzom, przenośnie sztuce i nauce; budynek zawierający zbiory z zakresu sztuki lub nauki (… )Muzea powinny posiadać tylko wartościowe zabytki kultury i sztuki i działać na widza przystępnie i zrozumiale przez stonowaną wystawę, naukowy podział, objaśnienia itd. (Hasło: Muzeum [w]: Encyklopedia Powszechna Wydawnictwa Gutenberga, Kraków 1992, s. 57.)
Można jednak odnieść wrażenie, że w ciągu 20 lat definicja ta zmieniła się diametralnie i jest już nieaktualna. Internet podbijają wirtualne muzea, a te tradycyjne nie zawsze są miejscem organizowania wystaw obiektów z zakresu sztuki lub nauki, czego przykładem jest chociażby słynne Muzeum Lodów we włoskim Anzola dell’Emilia. Nie zmienia to jednak faktu, że zawsze są przestrzenią doświadczenia i edukacji.
Jak zatem nazwać miejsce, w którym nie konserwuje się zabytków, w którym owszem organizuje się wystawy, ale ich uczestnik nie doświadczy ani nie zobaczy zbiorów z zakresu sztuki i nauki? Jak nazwać miejsce, w którym odbiorca nie zobaczy dosłownie nic? Odpowiedzią jest Niewidzialna Wystawa. Peter Vergo w tekście pt. Milczący obiekt podkreśla, że tworzenie i korzystanie z wystaw jest dziś kulturową oczywistością, czymś co nie skłania do głębszej refleksji (Peter Vergo, Milczący Obiekt [w]: Muzeum Sztuki. Antologia, red. M. Popczyk, Kraków, s. 316). Słowa te jednak w żadnym stopniu nie dotyczą tejże wystawy…
Jak mówią o samej wystawie jej twórcy: Niewidzialna Wystawa to wyjątkowa interaktywna podróż w niewidzialny świat, podczas której będziesz mógł wypróbować, jak radzić sobie w codziennych sytuacjach bez pomocy wzroku – wyłącznie za pomocą zmysłu słuchu, węchu, równowagi (http://niewidzialna.pl/ [data dostępu 29.01.2015]). Głównym zamysłem wystawy jest pokazanie jej odbiorcom jak trudne jest życie codzienne osób niewidomych i niedowidzących. Jednak nie wszystko jest takie proste.
Już na samym początku odbiorcy poproszeni zostają o zdjęcie zegarków, schowanie do szafek telefonów, tabletów raz innych urządzeń mogących być źródłem światła. Osoba, która nie zapozna się wcześniej z programem wystawy może czuć się zaskoczona. Niby zakaz fotografowania obowiązuje w większości tego typu placówek, ale brak możliwości sprawdzenia godziny już może wpędzać odbiorcę w zakłopotanie. Pierwszą, bardzo krótką częścią wystawy jest rozmowa z osobą niewidomą na temat alfabetu Braille’a oraz kilku przedmiotów ułatwiających życie osób niewidomych i niedowidzących, jak np. specjalne spinacze do bielizny, które sprawiają, że skarpetki po wyjęciu z pralki wciąż będą sparowane. Osoba oprowadzająca pozwala sobie nawet na żart mówiąc, jakoby tarka do ziemniaków była źródłem alfabetu Braille’a. Czujność odbiorcy zostaje uśpiona, luźna atmosfera sprawia, że nie stresujemy się tym co nas jeszcze czeka, ani nie poddajemy się refleksji, jakby powiedział to Peter Vergo. Po krótkiej prelekcji mała grupa ludzi (ok. 10 osób) zapraszana jest do pomieszczenia mieszczącego się za ogromnymi kotarami i dopiero wtedy doznajemy prawdziwego szoku. Ogarnia nas ciemność tak głęboka, jakiej nie jesteśmy w stanie doświadczyć przez samo zamknięcie oczu. Nie trafiają do nas kompletnie żadne źródła światła, a towarzyszyć temu zaczynają zawroty głowy oraz zaburzenia równowagi. Zamykając oczy sprawiamy, że ciemność dla naszego organizmu staje się naturalniejsza. Nie zmienia to jednak faktu, że odruchowo chcemy je otworzyć i wciąż otacza nas niekończąca się, niekomfortowa ciemność. Grupa porusza się za przewodnikiem-osobą niewidomą wykonując jego polecenia typu: „poszukajcie telefonu”, „włączcie telewizor”, „proszę zakręcić wodę w kranie” lub odpowiadając na pytania „co to za przedmiot?”, „do czego służy?” itd. Początkowo są to pomieszczenia pozornie bezpieczne takie jak przedpokój, sypialnia, łazienka czy kuchnia, później grupa kierowana jest w stronę chaty leśnika, czy tzw. miejskiej dżungli w celu np. odnalezienia przystanku autobusowego. Twórcy wystawy zadbali o najmniejsze szczegóły. Nie tylko zmienia się podłoże, ale czujemy różnicę temperatur, wiatr, słyszymy śpiew ptaków, miejski gwar, czy silniki samochodów. Na koniec udajemy się do sklepu, gdzie faktycznie można zakupić wodę, sok lub napój gazowany. Posługując się jedynie zmysłem dotyku wybieramy odpowiednie monety i płacimy tak, jak w normalnym sklepie. Wystawa angażuje odbiorcę w ogromnym stopniu, poruszamy się, rozmawiamy, dotykamy i słuchamy. Wszystko jak nieopierzone piskle, które za chwilę zostanie wypchnięte z gniazda. Peter Vergo we wcześniej już cytowanym tekście twierdzi, że twórcy muzealnych ekspozycji zbyt dużą uwagę poświęcają obiektom i optymalnym sposobom ich prezentacji, a zbyt małą potencjalnemu odbiorcy (Peter Vergo, Milczący Obiekt, op. cit., s. 327). Twórcy Niewidzialnej Wystawy skupili się przede wszystkim na odwiedzających.
Cała wystawa, której nie można zobaczyć po włączeniu światła, to prawdopodobnie przestrzeń przypominająca nasze mieszkania, dobrze zaaranżowane pokoje będące imitacją domku w lesie oraz przystanku autobusowego w centrum miasta. Genialne w swej prostocie, wnętrze to pokazuje prawdziwe trudności życia codziennego osób niewidomych. Jak wygląda zwiedzanie? Lekko przygarbieni, z wyprostowanymi przed sobą rękoma, potykamy się wciąż o coraz to nowe przedmioty modląc się, by zawadzając o słupek lub krzesło nie pozbawić się płodności do końca życia. Czujemy się bezradni, bezbronni i mimo, że po wyjściu z tejże jednej wielkiej ciemni odczuwamy ból oczu spowodowany zbyt dużym natężeniem światła, to nie jest to zarazem ogromna ulga, ponieważ znów widzimy swoje ciało, podłoże i to co przed nami.
Wystawa ta zmusza odbiorców do refleksji i uczy nas jak ważnym zmysłem dla człowieka jest wzrok. Nie wiem, czy istnieje inny organ, po którego utracie wciąż byśmy żyli, a w tak dużym stopniu pozbawieni bylibyśmy samodzielności i pewności siebie. Można wysnuć wrażenie, że nie ma nic gorszego w życiu od utraty wzroku. Po opuszczeniu wystawy zaczynamy zwracać uwagę na najdrobniejsze szczegóły, na wskazówki stworzone specjalnie dla osób niewidomych, na podłoże po jakim się poruszamy, na dźwięki. Zaczynamy zauważać wiele absurdów, a widok psa wyprowadzanego na chodniku w centrum miasta budzi w nas agresję. Nie da się nie doznać katharsis po tejże wystawie, czujemy jakbyśmy dostali nowe życie. Uczymy się dbać o własne oczy, chętniej pomagamy osobom niewidomym i niedowidzącym, zaczynamy doceniać piękno przyrody, człowieka, czerpiemy przyjemność z dóbr, których nie możemy zobaczyć, takich jak muzyka, czy dotyk. Każdy z nas próbował po ciemku włączyć komputer, lub znaleźć telefon czy świeczkę, jednak nigdy nie postawiono nas w sytuacji, w której w zupełnie obcym nam pomieszczeniu, musimy się poruszać nie korzystając ze zmysłu wzroku. Nawet gdyby ktoś chciał zakończyć „zwiedzanie” nie sądzę, by samodzielnie udało mu się wrócić do kas.
Są wystawy, które wpłyną na naszą estetyczną wrażliwość. Możemy podziwiać obrazy Guercino, zachwycać się mieszkaniem Puszkina, słuchać muzyki Chopina, jednak to tylko lub aż łechcze nasze odczucia estetyczne. Niewidzialna Wystawa sprawia, że cały nasz organizm staje się jednym, wielkim odbiorcą bodźców, a każdy dzień, w którym zobaczyliśmy zachód słońca, liście na drzewach, twarz ukochanej lub rodzinny dom to najlepszy dzień w naszym życiu.
Niewidzialną Wystawę możemy „zobaczyć” w Warszawskiej Galerii Handlowej Millenium Plaza od poniedziałku do piątku w godzinach 12-20 raz w soboty i niedziele w godzinach 10-20. Gwarantuję, że nie zostaniemy zmuszeni do czytania licznych karteczek pod eksponatami, nad którymi tak ubolewał Vergo. Liczy się tylko ciemność i Twoja zaradność.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s